Opublikowano Dodaj komentarz

K0-61-I Hien, czerwone ’05’

K0-61-I Hien, red ’05’ waring the

Ki-61-I Hien, czerwone „05” w barwach 37 Kyoiku Hikotai (37 Szkolny Dywizjon Lotnictwa Armii), lotnisko Matsuyama, Formoza (Tajwan), wiosna 1945 r.

Podobnie jak inne jednostki szkolne tego okresu, również 37 Dywizjon posiadał w swym składzie wydzielone eskadry instruktorskie, gotowe do wzięcia aktywnego udziału w walkach. Cechą charakterystyczną bojowych maszyn tej jednostki, były ogony pokryte zielonymi plamkami kamuflażu. Samo godło (wspólne dla wszystkich myśliwców 37-go) przedstawia dorosłego drapieżnego ptaka, uczącego latać swoje młode (to te trzy czerwone strzałki nad symbolem ptaka).

Lotnisko Matsuyama, zlokalizowane w północnej części Tajwanu, było jedną z największych japońskich baz na wyspie (obecnie w tym miejscu znajduje się międzynarodowy port lotniczy imienia Czang Kai-szeka). Co ciekawe, baza ta wykorzystywana była równolegle przez jednostki Lotnictwa Armii i Lotnictwa Marynarki. To tu szkolono na myśliwcach Shiden 341 Kokutai. To tu komandor Genda powołał do życia słynną 343 Kokutai, zwaną później „Mieczem Gendy” i toczącą epickie boje na swoich myśliwcach Shiden Kai.

Nieco bardziej na południe zlokalizowana była też baza lotnicza Tainan, gdzie narodziła się legendarna Tainan Kokutai.

Ze względu na swoje strategiczne położenie, Tajwan został przez Japończyków zamieniony w prawdziwą twierdzę (poddaną dopiero po kapitulacji Cesarstwa). W okresie poprzedzającym wybuch wojny (i krótko później) na wyspie powstało około 25 lotnisk i baz wodnosamolotów, z czego aż 11 można uznać za potężne bazy lotnicze. Z tego powodu dość często dochodziło do ataków bombowych i szturmowych, ze strony USAAF oraz grup uderzeniowych lotniskowców. Samo lotnisko Matsuyama, stało się pomiędzy marcem a sierpniem 1945 roku, celem dziewięciu silnych nalotów (B-24 i B-25). Obraz przedstawia natomiast starcie Ki-61 z myśliwcem F4U Corsair należącym do grupy powietrznej lotniskowca USS „Bunker Hill”.

Ki-61-I czerwone „05” przetrwał wojnę. Istnieją jego zdjęcia wykonane przez Amerykanów po kapitulacji.

Opublikowano Dodaj komentarz

Brzydkie kaczątko Yokosuka R2Y1 Keiun

Pierwszy (i jedyny latający) prototyp szybkiego samolotu rozpoznawczego Kugisho R2Y1 Keiun. Jako że jego twórcą był komandor Shiro Otsuki oraz jego zespół inżynierów z Arsenału Marynarki w Yokosuka (zakłady Kugisho KK miały jedynie podjąć się jego produkcji) bardziej znany jest jako Yokosuka R2Y1 Keiun.

Maszyna ta, wyposażona w podwójnie sprzężony silnik o sumarycznej mocy 3400 KM i sześciołopatowe śmigło o dużej średnicy, miała osiągać prędkość maksymalną 760-780 km/h i skutecznie wymykać się myśliwcom przeciwnika. Jak jednak w przypadku niemal wszystkich ówczesnych samolotów o silniku zabudowanym w centralnej części kadłuba (choćby P-39 Airacobra) problemem okazało się skuteczne przeniesienie napędu oraz chłodzenie. Z tym pierwszym jakoś sobie poradzono, natomiast drugi okazał się krytyczny. Pierwsze kołowania wyglądały źle, a dziewiczy lot (początek maja 1945) został poważnie skrócony w wyniku gwałtownego wzrostu temperatury oleju i zagrożenia pożarem silnika. Do tegoż pożaru doszło zresztą kilka dni później, podczas pospiesznych prób zaradzenia sytuacji w hangarze w Yokosuka.

 

Samolot odesłano w celu naprawy do zakładów Kugisho, skąd już nie powrócił, zniszczony tydzień później w wyniku nalotu B-29. Drugi prototyp (na zdjęciach z hali) był jeszcze w na tyle wczesnej fazie budowy, że jego testy w locie nie zostały rozpoczęte przed kapitulacją Cesarstwa. 

Warto dodać, że R2Y1 od samego początku był (w rozumieniu zespołu ośrodka badawczego w Yokosuka) jedynie pierwszą fazą i demonstratorem technologii. Docelową wersję, stanowić miała maszyna R2Y2 napędzana dwoma silnikami odrzutowymi.

Opublikowano Dodaj komentarz

Recenzja Type 61 – Fine Molds 1:35

Ostatnio do mojej pracowni za sprawą Hinomaru Hobby Kits trafił nowy model mało znanej mi japońskiej firmy Fine Molds – czołg Type 61 Upgraded Japan Self-Defence Force. Jako że jestem miłośnikiem niemieckiej i radzieckiej pancerki z II wojny światowej, niełatwo zwrócić moją uwagę na mniej lub bardziej współczesny sprzęt bojowy. Dotychczas wykonałem zaledwie kilka modeli pojazdów wyprodukowanych po 1945 roku i wszystko, co wpadło mi w oko, a jest określane mianem „nowoczesny”, i tak jest relatywnie stare, bo pochodzi z lat 60.-70. Tak samo było w tym przypadku – Type 61 był produkowany w latach 1962−1975 i został wycofany ze służby w 2000 roku.

W pudełku znajdziemy: 8 ramek z oliwkowozielonego polistyrenu (w tym dwie identyczne z kołami oraz odcinkami do budowy gąsienic), 2 z przezroczystego tworzywa zawierające peryskopy, oszklenie celowników i reflektorów, blaszkę fototrawioną, nylonowy sznurek do wykonania liny, arkusz kalkomanii oraz instrukcję montażu. Jeśli o instrukcji mowa, to jest to 16-stronicowa książeczka, w której znajdziemy rys historyczny pojazdu (niestety tylko w języku japońskim), opis budowy składający się z 44 kroków oraz 4 schematy malowania, bazujące na kolorach z palety Mr. Hobby C i H oraz Tamiya. Numery farb podane przy poszczególnych podpunktach to seria C tego japońskiego producenta chemii modelarskiej.

 

 

Pierwszy raz mam do czynienia z instrukcją budowy firmy Fine Molds i muszę przyznać, że pomimo iż rysunki są na wysokim poziomie, nie jest ona zupełnie czytelna – przynajmniej na pierwszy rzut oka. Spowodowane jest to faktem, że model można zbudować w dwóch wersjach, „Upgraded” oraz „Night combat”, co skutkuje pewymi wykluczeniami oraz przeskokami pomiędzy etapami budowy. Dodatkowo schemat montażu zawiera punkty „Detail Up Option”, poświęcone elementom fototrawionym dostępnym do nabycia na osobnej blaszce ‚Extra Detail Set for JGSDF Type 61 Tank‚, zawierającej 28 części, które utrudniają odczyt instrukcji.

 

 

Podejrzewam jednak, że w czasie budowy, po nabraniu doświadczenia z takim rodzajem opisu, jaki prezentuje producent, złożenie zestawu nie będzie nastręczać trudności. Jak wspomniałem, to pierwszy model Fine Molds, jaki trafił na mój warsztat i muszę przyznać, że jest to zestaw o bardzo wysokiej jakości, charakterystycznej dla innych producentów z Kraju Kwitnącej Wiśni. Odlewy są bardzo dobre, ostre, praktycznie pozbawione nadlewek (kilka znalazłem), a delikatna faktura pancerza oraz wzór spawów cieszą oko. Dużym plusem są ażurowe elementy pokryw wentylacyjnych przedziału silnikowego – detal, który rzadko spotkamy u innego japońskiego producenta, firmy Tamiya. Ślady po wypychaczach są w niewidocznych miejscach, a jeśli komuś zależy, by pozbyć się ich pod błotnikami, nie powinien mieć trudności, gdyż są bardzo płytkie. Liczba elementów, z których składa się model, jest rozsądna – nie jest to sięgająca absurdu fragmentaryczność Dragona, ale jednocześnie dostaniemy trochę więcej niż we wspomnianych już modelach Tamiya. Nawet najmniejsze detale są bardzo czytelne, choć szczegółowość Browninga M2 0,50” pozostawia trochę do życzenia. Jeśli komuś zależy na uatrakcyjnieniu tej repliki, powinien pomyśleć o wymianie km-u na coś z oferty producentów żywicznych i metalowych akcesoriów. Nie najlepszym pomysłem jest także dołączenie do zestawu nylonowego sznureczka do wykonania liny holowniczej – wypadałoby dorzucić plecioną mosiężną linkę, jednak to dosyć typowe dla innych „Japończyków”. Kalkomania potrzebna do naniesienia oznaczeń właściwych dla 4 sugerowanych wzorów malowania także wydaje się reliktem ubiegłej dekady, porównując grubość kalek do wiodących producentów wodnych kalkomanii. Oczywiście zastosowanie błyszczącego lakieru pod kalki oraz dobrego płynu do ich aplikacji może zaowocować akceptowalnym efektem.

 

 

Reasumując – decydując się na budowę Type 61 czy to w wersji podstawowej czy po modernizacji, nie mamy lepszej alternatywy niż produkt Fine Molds. Inny model tego pojazdu wydany przez firmę Tamiya w 1993 r. z pewnością nie zadowoli wymagającego hobbysty. Nie ma co nawet silić się na ich porównywanie – modele te dzielą lata świetlne. Cena zestawu w Polsce nie należy do najniższych, a koszt odpowiadającej mu blaszki może nawet u największych pasjonatów spowodować cofnięcie ręki sięgającej po portfel. Jednakże jeśli ktoś poszukuje ciekawego i mało popularnego tematu do budowy miniatury, to produkt Fine Molds spełni jego oczekiwania. Sam bardzo chętnie zbuduję ten model, będzie on jednak musiał trochę poczekać na swoją kolej…